Dar dzieciństwa

Często w relacjach z dzieckiem nie wiemy jak się zachować, co odpowiedzieć. Dzieci potrafią zaskakiwać i wprawiać w nie lada zakłopotanie. Rodzice wtedy reagują złością, zniecierpliwieniem albo bagatelizują to, co mówią do nas nasze pociechy. Tymczasem dziecko – duże czy małe, jest takim samym człowiekiem jak my, na dodatek my też kiedyś byliśmy małymi ludźmi i uważaliśmy nasze problemy za ogromnie poważne. I takie one były... Poniżej znajduje się urocze opowiadanie o tym, jak nie zapominać o własnym dzieciństwie i jego roli w naszym obecnym życiu, jak rozmawiać z małym człowiekiem tak, by budować jego poczucie wartości, a także by odnaleźć swoje własne poczucie wartości jako rodzica.

Ucieknę z domu

Pewnego zagonionego dnia, kiedy mieliśmy z mężem tysiące spraw na głowie, nasz synek, Justin Carl, który miał wówczas cztery i pół roku, został zbesztany za swoje figle. Nie przestawał psocić, więc mój mąż, George, posłał go w końcu do kąta. Chłopiec zachowywał się cicho, lecz był niezadowolony.
– Ucieknę z domu – powiedział wreszcie.
Z początku jego słowa zaskoczyły i zezłościły mnie.
– Czyżby? – palnęłam. Ale kiedy odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć, ujrzałam aniołka, który był taki maleńki, taki niewinny, z taką smutną twarzyczką.
Poczułam ból w sercu, kiedy przypomniałam sobie chwile mojego dzieciństwa, gdy sama wypowiedziałam te słowa. Czułam się wtedy niekochana i samotna. Mój synek powiedział znacznie więcej niż tylko te słowa. Krzyczał całą duszą: „Nie ignorujcie mnie. Proszę, zauważcie mnie! Ja też jestem ważny. Proszę, sprawcie, żebym poczuł się chciany, potrzebny i bezwarunkowo kochany”.
– Dobra, Jussie, możesz uciec z domu – powiedziałam czule i zaczęłam przebierać w ubraniach. – Cóż, będziemy potrzebowali twoją piżamę, płaszcz…
– Mamo, co robisz ? – spytał.
– Będziemy też potrzebowali mój płaszcz i koszulę nocną. – Spakowałam już te rzeczy. – Dobra, Jussie, jesteś pewien, że chcesz uciec z domu?
– Taa, ale gdzie ty się wybierasz?
– Cóż, jeśli zamierzasz uciec z domu, mama idzie z tobą, ponieważ nie zostawiłaby cię samego. Za bardzo cię kocham, Justinie, Carlu.
Trzymałam go w ramionach podczas tej rozmowy.
– Czemu chcesz ze mną uciec?
Spojrzałam mu w oczy.
– Bo cię kocham, Justinie. Moje życie nigdy nie byłoby takie samo, gdybyś odszedł. Chcę się więc upewnić, czy aby jesteś bezpieczny. Jeśli odejdziesz, pójdę z tobą.
– A tata też może iść?
– Nie, tata musi zostać w domu z twoimi braciszkami, Ericksonem i Trevorem. Musi chodzić do pracy i opiekować się domem, kiedy nas już tu nie będzie.
– A Freddi (chomik) może iść?
– Nie, Freddi również musi zostać.
Zamyślił się na chwilę i powiedział:
– Mamo, a nie możemy zostać w domu?
– Owszem, Justinie, możemy.
– Mamo…
– Tak, Justinie?
– Kocham cię.
– Ja ciebie też kocham, skarbie. Może pomożesz mi przygotować trochę popcornu?
– Dobra.
W tym momencie rozpoznałam w sobie cudowny dar macierzyństwa, jaki otrzymałam. Zrozumiałam, że te uświęcone obowiązki, by rozwijać poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa dziecka trzeba traktować z całą powagą. Odkryłam, że trzymam w ramionach cenny dar dzieciństwa, piękny kawałek gliny, który chce, by go delikatnie ugniatać i formować we wspaniałe dorosłe arcydzieło. Pojęłam, że jako matka nigdy nie powinnam „uciekać” od możliwości okazania moim dzieciom, że są chciane, ważne, kochane, że są wreszcie najcenniejsymi darami od Boga…
Lois Krueger

Z: Balsam dla duszy kobiety, J.Canfield, M.V.Hansen, J.R. Hawthorne, M.Shimoff, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1998

Wybrała Magdalena Łabieniec, psycholog konsultant

Dodano: 24 lipca 2014
blog comments powered by Disqus