Zakazany owoc

Kiedyś byłam szczęśliwa. Jako jedyna z niewielu dziewczyn na studiach miałam „stałego” chłopaka, mieszkaliśmy razem, miałam wszystko, czego potrzebowałam. Chociaż już wtedy bywałam zazdrosna, ale to była normalna, zdrowa zazdrość. Jednak chłopak wyjechał do innego miasta, i wtedy się zaczęło – brak zaufania, czułam się niedoceniona i zaniedbywana.

Wtedy pojawił się on. Dojrzały mężczyzna, którego poznałam zupełnie przypadkiem w taksówce. Dał mi swój numer, gdybym kiedyś chciała gdzieś jechać, to mam dzwonić. I zaczęły sie smsy na dzień dobry i na dobranoc. Był dużo starszy, imponował mi swoją męskością, dojrzałością i stabilizacją, właśnie tego brakowało mi u mojego chłopaka. Umówiłam sie z mężczyzną z taksówki. Powiedział mi, że jest po rozwodzie i ma dziecko. Nie zraził mnie tym do siebie, bo czasami ludziom nie wychodzi.  Adam (tak nazwę pana z taksówki), uświadomił mi, ile jestem warta, a mój chłopak tego nie docenia. Zakończyłam swój związek, chociaż nie było mi łatwo po 4 latach tak po prostu odejść. Ale wtedy myślałam, że jest jeszcze Adam. Przecież mówił mi, że mimo różnicy wieku kiedyś nam może się ułożyć…

Dbał o mnie, często dzwonił, był zazdrosny – widziałam, że mu się podobam. Nie nalegał na seks, chociaż wiedziałam że mężczyzna w jego wieku tego potrzebuje. Więc strach przed tym, że pójdzie do innej spowodował, że przespałam się z nim dość szybko. I wtedy sie zaczęło.. Każde nasze spotkanie kończyło się tak samo. Uprawialiśmy seks w jego samochodzie. Dziwiło mnie, że nigdy nie zaprasza mnie do siebie, tłumacząc że w domu jest córka. Więc zaczęłam szperać na portalach internetowych. No i znalazłam kobietę, która miała z nim zdjęcia. Oczywiście zapytałam Adama kto to i dlaczego ma te zdjęcia, powiedział że to przyjaciółka i pomaga mu przy córce. Zauroczona uwierzyłam, bo chyba chciałam w to wierzyć.

Nie trwało to długo, po dwóch tygodniach „przyjaciółka” Adama wstawiła zdjęcia swojego synka z tatusiem… Tak, na zdjęciu był Adam z malutkim chłopczykiem. Mój świat się rozpadł, nie wiedziałam co mam zrobić. Napisałam do niego tylko tyle, że gratuluję synka. On już nie odpisywał. To był moment, kiedy powinnam dać sobie spokój i zacząć żyć od nowa. Pomyślałam, że wrócę do swojego chłopaka, przecież tak mnie kochał. Niestety, on już mnie nie chciał. Dowiedział się, że spotykam się z innym mężczyzną. Więc zamknął mi drogę do siebie. Strach przed samotnością sprawił, że zaczęłam dzwonić do Adama. Nie odbierał i nie odpisywał. Rozumiałam go, pisałam więc, że chciałabym po prostu wiedzieć co u niego, nic więcej. I pewnego dnia odpisał. I wszystko wróciło. Wiedziałam już, że ma kobietę i małe dziecko. Nie przeszkadzało mi to. Jemu chyba też. Przyjeżdżał do mnie, gdy byłam w innym mieście na studiach. Razem kupowaliśmy prezenty dla jego dzieci. Jak pytałam o jego kobietę mówił, że tylko razem mieszkają i wychowują syna. Nie mówił mi nawet, że ją zostawi. Nie przeszkadzało mi to. Mówił, że mnie kocha i przynosił kwiaty, a nigdy wcześniej tego nie robił. Pożyczałam mu pieniądze, gdy tylko potrzebował. Kupowałam ciuchy, robiłam obiady, gdy przyjeżdżał. Kiedyś podejrzałam jakie ma hasło na jeden z portali internetowych. Z ciekawości weszłam, żeby zobaczyć czy z kimś pisze. No i po raz kolejny rozczarowałam się.

Pisał do kilku kobiet, że za nimi tęskni, umawiał się na kawę (czyt. seks), pisał, że one mu się śnił, że marzy o nich każdej nocy. To był cios poniżej pasa. A wśród nich nasza wspólna znajoma. Nie przyznałam sie Adamowi, że wiem to wszystko. Postanowiłam odezwać się do Kasi – tej naszej wspólnej znajomej. Okazało się, że omotał ją tak samo jak mnie. Obiecywał jej, że zostawi swoją kobietę. Oszukał nawet jej dzieci, którym kupował prezenty i obiecywał że zostanie ich przykładnym ojczymem. Niestety okazało się, że nie jesteśmy jedyne. Powiedziałam mu, że wiem o wszystkim. Wyparł się, powiedział że jestem nienormalna i chorobliwie zazdrosna. Jednak zaczęły pisać do mnie inne kobiety, że widziały mnie z Adamem i żebym na niego uważała. Zaczęłam brać tabletki uspakajające.

Musiałam wrócić do rodzinnego miasta więc byłam skazana na to, że czasem go zobaczę. Nie mogłam znaleźć pracy bo nie wychodziłam z łóżka. Nie mogłam nikomu się zwierzyć, bo nikt o naszym „związku” nie wiedział. Postanowiłam uciec, uciekłam do rodziców za granicę. W dniu mojego wyjazdu spotkałam Adama. Powiedziałam, że wyjeżdżam, tylko tyle. Gdy go zobaczyłam, serce biło mi jak oszalałe, nie mogłam zatrzymać łez. Napisał mi tylko smsa, że mu przykro, że w takiej atmosferze wyjeżdżam.

Za granicą było mi dobrze przez jakieś 2 tygodnie. Znalazłam pracę i poznałam nowych ludzi. Pewnego dnia zadzwonił Adam. Znów zaczęliśmy rozmawiać. Mówił, że tęskni i ja mu w to uwierzyłam. Pisałam z nim cały czas. Poznałam chłopaka i układało nam się, ale ja ciągle pisałam z Adamem. Oczywiście w tajemnicy. Adam akceptował to, że mam faceta. Pisał tylko, gdy byłam w pracy. Gdy byłam w Polsce spotkaliśmy się, przespałam się z nim. Zdradziłam swojego chłopaka. Nie miałam wyrzutów sumienia. Bo czułam, że nadal jestem ważniejsza dla niego od jego kobiety, bo przecież zdradza ją ze mną. Wiem, że to głupie tłumaczenie. Niestety mój romans wyszedł na jaw.

Znów zostałam sama. Adam nie zmienił hasła w internecie. Dalej widziałam, że ma inne kobiety. Co dziwne, zaczęłam akceptować również to. Udaję, że tego nie wiem. Nadal piszemy ze sobą. Wiem, że powinnam to skończyć, bo nigdy nie ułożę sobie życia. Ale boję się samotności. Mimo wszystko, boli mnie to, że on tak mnie ciągle okłamuje, sypia z innymi kobietami i każdej mówi to samo. A mi brak sił, by to skończyć… ale to ten zakazany owoc ciągle mnie tak kusi. Baśka

Witam Pani Basiu! Uważnie czytam Pani długi list pełen żalu, smutku, niepewności. Opowiada Pani w nim o swojej trudnej historii o doświadczeniach, które wywarły i nadal wywierają na Panią ogromny wpływ. Jakiś czas temu pojawił się w Pani życiu mężczyzna – Adam. Jest starszy, dojrzały, ma więcej życiowego doświadczenia. Z jakiegoś powodu bardzo Pani zaimponował. Do tego stopnia, że zakończyła Pani swój długi związek, który, jak mniemam, wiele dla Pani znaczył. Do tego stopnia, że pomimo wieści o kolejnych kobietach w życiu Adama, o jego dziecku, relacja z nim nadal trwa. Do tego stopnia, że poświęciła Pani dla niej tak wiele – bezpieczeństwo, stabilizację, spokój w swoim mieście, pewne wartości, które wcześniej były dla Pani ważne (np. wierność) i kolejny związek. Zastanawiam się, co takiego jest w Adamie, co tak bardzo Panią do niego ciągnie? Co on Pani daje, czego nie może Pani otrzymać w innym związku, albo bez czego nie chce Pani żyć? Czy próbowała Pani zadać sobie to pytanie? Pisze Pani o strachu przed samotnością. Jednak to nie przed samotnością uciekła Pani w ramiona tego mężczyzny. Nazywa go Pani „zakazanym owocem” – ale cóż jest w nim zakazanego? To, że jest w związku z inną kobietą, czy, jak się okazało, z innymi kobietami? Czy to czyni go bardziej atrakcyjnym? List zaczyna Pani zdaniem: „Kiedyś byłam szczęśliwa”. A potem opowiada Pani swoją historię o relacji, którą trudno zakończyć. Co sprawia, że tak właśnie jest? Jakie Pani potrzeby zaspokaja ten związek? Ekscytacji, namiętności, napięcia, bycia adorowaną, uwielbianą? Jak wiele jest Pani w stanie poświęcić, by to otrzymywać? Nawet własne szczęście? Zachęcam Panią do przemyśleń, do tego, by spokojnie zastanowiła się Pani nad tym, co daje Pani ta relacja, a co musi Pani dla niej poświęcać. Proszę przeprowadzić spokojny bilans zysków i strat – może Pani to sobie napisać, jeśli tak będzie wygodniej – i dać sobie trochę czasu na wnioski, decyzje. Ważne by je podejmować w spokoju, bez pośpiechu. Może Pani zasięgnąć rady kogoś bliskiego. W sytuacji takiej, jak ta, którą Pani opisała, warto sięgać po pomoc specjalisty. Dlatego to bardzo ważne, że takiej pomocy Pani szuka, że napisała Pani do nas. Jeśli pomimo przemyśleń nadal trudno będzie Pani podjąć jakąś decyzję – jakakolwiek by ona nie była (zakończyć relację z Adamem lub trwać w niej, akceptując wszystko to, co się z nią wiąże) – zachęcam Panią do spotkania z psychologiem. U nas jest to również możliwe przez internet. Więcej na ten temat może Pani przeczytać tu: http://kochamzabardzo.pl/psychopomoc.

Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę owocnych przemyśleń. Magdalena Chemycz, psycholog – konsultant

Dodano: 7 grudnia 2012
blog comments powered by Disqus