Wracają do swoich byłych

  Witam. Mam na imię Karolina, mam 25 lat. Jestem zwykłą dziewczyną. Dostałam maila od znajomej, też do Was pisała. Powiedziała, że jej pomogliście, więc zdecydowałam, że też napiszę. Miałam kilka spotkań z psychologiem 2 lata temu, gdy to wszystko się zaczęło, do tej pory jednak czuję huśtawki nastrojów z którymi sobie nie potrafię poradzić. Poznałam chłopaka. Konrad  był starszy ode mnie o 3 lata. Zaczęliśmy się spotykać. Gdy moi rodzice się o tym dowiedzieli, na różne sposoby próbowali mnie przekonać żebym przestała się z nim spotykać. Wiele było kłótni o niego, zdaniem rodziców to nie był chłopak dla mnie – oni mieli inne wyobrażenie moim partnerze, pewnie chcieli, żeby to był ktoś inny „lepszy”. Konrad, jak każdy człowiek, popełnił parę błędów gdy był młody, ale gdy ja go poznałam, stał się już innym człowiekiem. Był dla mnie bardzo dobry, opiekuńczy, rozumiał mnie. Mimo, że wiedział o nietolerancji moich rodziców względem jego osoby, nie przestał się ze mną spotykać. To była prawdziwa miłość. Dwa lata temu Konrad zmarł, do końca życia 8 marca będzie dla mnie okropną, wywołującą ból datą.
Zmarł przez tlenek węgla – bezlitosny czad. Życie dla mnie się skończyło, chciałam jak najszybciej żeby i to spotkało mnie – odejść z tego świata. Miałam dosyć słuchania ludzi i ich słów pocieszenia, tych oczu patrzących na mnie. Wszystko sprawiało mi ból. Minęło 6 miesięcy po śmierci Konrada, gdy zaczęłam normalnie żyć. Pomogli mi koledzy w pracy i moja siostra Kasia – tylko oni potrafili ze mną rozmawiać i „zmusić” do myślenia w sposób pozytywny. I tak z dnia na dzień było lepiej.

Minęły już 2 lata, a ja nadal nie mam chłopaka, nikt mnie nie chce pokochać, a nawet dać szansy na miłość. Rok temu poznałam chłopaka też o imieniu Konrad. Zostawiła go dziewczyna i bez słowa wyjechała za granicę. Dopóki nie wróciła, było wszystko w porządku, zaczęliśmy się spotykać, znajomość się rozwinęła. Jednak ona wróciła, zadzwoniła do niego… I… poczułam się beznadziejnie, kiedy wybrał tamtą, która go skrzywdziła. Ale i po tej historii się pozbierałam. W końcu przeżyłam śmierć ukochanej osoby, więc takie rozstanie, o ile można tak to nazwać, dałam radę przezwyciężyć. Później koleżanka zapoznała mnie z kolejnym chłopakiem, który również, jak się wkrótce okazało, wrócił do swojej byłej dziewczyny. Wiele osób próbowało mi pomóc w sensie swatki… Sama też próbowałam kogoś poznać, ale nic z tego nie wynikło.

Minęło trochę czasu i kolega zapoznał mnie ze swoim znajomym. Powiedział : „Justyna, mam kolegę, dobry spokojny chłopak, spotkaj się, porozmawiajcie.” Tak też się stało. Ma na imię Maciek. Już nie jest tylko kolegą – zakochałam się. Spotykaliśmy się dosyć często, dobrze sie rozmawiało (zresztą do tej pory dobrze się nam rozmawia). Dał mi nadzieję na poważny związek..i właśnie to mnie zgubiło – tak myślę. Bo Maciek od początku zachowywał się tak, jakby chciał czegoś więcej niż tylko przyjaźni, koleżeństwa czy znajomości. Maćka poznałam po rozstaniu z dziewczyną – czyli minęło kilka miesięcy, odkąd doszli do wniosku, że ich związek nie ma sensu, bo często się kłócili, ona go zdradziła…  Jednak po jakimś czasie jego była odezwała sie do niego. I historia powtórzyła się: pomimo jej wielu wad, niepewności, czy znów go nie zdradzi, Maciek wrócił do niej. Pomyślałam: „Ze mną jest coś nie tak, przyciągam osoby, które wracają do byłych”.

Jednak Maciek tak łatwo mnie nie „zostawił”. Gdy tylko pokłóci się z dziewczyną, dzwoni do mnie. A ja z nim rozmawiam. Nie potrafię mu odmówić pomocy, nie potrafię nie odebrać telefonu od niego. Żyję nadzieją, że w końcu rozstaną się na dobre i on wróci do mnie, doceni, że naprawdę go kocham. Mówiłam mu o swoich uczuciach. Odpowiedział mi, że nie chce mnie stracić ale nie potrafi również zapomnieć o swojej poprzedniej dziewczynie, choć nie chciałby, aby to ona była matką jego dzieci… Prosiłam żeby dał mi szansę… W efekcie tych rozmów, czuję się jeszcze gorzej, jak na huśtawce. 
Prosiłam Maćka, żeby podjął decyzję i jeśli chce być z tamtą, skasował mój numer w telefonie.  Wciąż nie podjął żadnej decyzji.  

Nie wiem co ze mną dalej będzie. Tłumaczenie sobie, że potrzeba mi czasu – to chyba nie to. Czuję się gotowa na związek, na miłość, ale jestem samotna i bezsensownie zakochana. I cholernie mi z tym źle. Nie umiem sobie z tym radzić. Karolina

Pani Karolino! To nie jest Pani wina, że osoby, z którymi Pani była, odeszły do innych. Tak już jest, że czasem się kogoś kocha pomimo jego wad, wplątując się w niezakończone związki na własne życzenie, ale taka jest miłość i nasza natura. Widocznie ci mężczyźni nie byli jeszcze gotowi na zdrowy związek i pozostawali uwikłani w beznadziejne relacje, ślepo zakochani, a to wynika z różnych rzeczy, takiże z poczucia niskiej samooceny. Osoby, które są uwikłane w toksyczne związki, akceptujące zdrady ze strony partnerów i niewyciągające wniosków, to zwykle ci, którzy mają niskie poczucie własnej wartości.

Ale porozmawiajmy o Pani. Proszę mi wierzyć, że nie powinna się Pani przejmować. Przyznam szczerze, że jest Pani rzeczywiście w trudnym położeniu, skoro ta sama sytuacja powtarza się kolejny raz. Wierzę, że jest Pani gotowa na prawdziwy, szczęśliwy związek, ale proszę nie szukać nikogo na siłę. Wiem, że samotność jest okropna, ale tkwienie w związku bez przyszłości boli jeszcze bardziej, w dodatku pochłania cenny czas., a najgorszy jest moment samej zmiany – przejścia ze związku w samotność, później już wszystko zaczyna się układać.
Będąc samą, można dojść do zaskakujących wniosków na swój temat, można powoli odnaleźć siebie, wsłuchać się w swoje myśli, uczucia, emocje. Samotność pozwala nam na zastanowienie się, czego tak naprawdę chcemy od życia. Jeśli boi się Pani być sama, trzeba się z tym oswoić, zacząć czerpać korzyści z tej sytuacji. Tak naprawdę może Pani teraz zrobić wiele rzeczy, których nie mogłaby Pani zrobić, gdyby była z kimś, lub miała już rodzinę. Całe życie jeszcze przed Panią, i to od Pani zależy, co się wydarzy. Pozytywne myślenie bardzo pomaga i zamiast martwić się, że ściąga Pani na siebie nieodpowiednie osoby zastanowić się, dlaczego tak jest? Być może ma Pani cechy kobiety, która sprawia, że mężczyzna czuje się przy niej dobrze, bezpiecznie. To nie wada.
Na pewno, jeśli trafi Pani na odpowiednią osobę będzie mogła Pani stworzyć szczęśliwy związek. Wydaje mi się, że problem straty bliskiej osoby ma Pani już przepracowany, stąd kolejne związki, w jakich Pani była. Mam jednak wrażenie, że usilnie próbuje Pani sprawić, żeby ktoś Panią pokochał, bo jako osoba samotna czuje się Pani nie tak wartościowa, jak przy czyimś boku.
Chciałabym zaproponować Pani pomoc, która sprawi, że odnajdzie Pani w sobie samej bezcenny skarb — siłę, a także zmieni Pani dotychczasowe nastawienie do siebie. Od tego należałoby zacząć, by otworzyć się na zdrowy związek.

Proszę pamiętać, że to od Pani zależy, z kim będzie chciała Pani być, a nie od partnera, który być może nie wie sam, czego by chciał. Nie musi Pani czekać, aż ktoś łaskawie zmieni zdanie. Nie musi Pani nikomu udowadniać, że jest warta kochania. Bo jest Pani wartościową osobą, ale trzeba w to najpierw samemu wierzyć. Mam nadzieję, że zdecyduje się Pani na skorzystanie z pomocy za pośrednictwem naszego portalu lub poszuka Pani specjalisty w swojej miejscowości.

Pozdrawiam! Kamila Pasternak, psycholog

Dodano: 3 czerwca 2015
blog comments powered by Disqus