Ten trzeci

Witam, mieszkam w Gdańsku, mam udany związek od kilkunastu lat oraz wspaniałą córkę. Mąż jest oddany rodzinie, mamy układ partnerski – każde z nas ma swoje zainteresowania, które rozwija. Wspieramy sie nawzajem. I gdzie tu problem? No właśnie. Trzy lata temu spotkałam nietuzinkowego mężczyznę, architekta, bardzo inteligentnego, przystojnego z poczuciem humoru. On mnie niezwykle pociąga. Chyba jest przyzwyczajony do adoracji kobiet, bo raczej go to nie zdziwiło. Nasze kontakty były najpierw służbowe, ale postarałam się przenieść je na bardziej prywatną płaszczyznę. Sprzyjały temu wyjazdy służbowe. On również ma rodzinę i dzieci. W związku z tym żadne z nas nie wykonało ruchu ostatecznego, czyli nie poszliśmy do łóżka, chociaż były ku temu okazje… Obecnie nie pracujemy już razem, nadal się jednak spotykamy, zawsze znajdując jakiś pretekst. Częściej inicjatywa wychodzi ode mnie, ale on też dzwoni. Dobrze się ze sobą czujemy, niemal nie musimy nic mówić, wystarczy trzymać się za rękę. Żadne z nas nie ma odwagi lub chęci przerwać tego, co nawet trudno nazwać związkiem. Wczoraj znów się spotkaliśmy, nic nie zostało powiedziane, nic się nie zmieniło, a już myślałam, że to stanie sie właśnie wczoraj… Dziś powróciło poczucie rozbicia i bezsensu tego związku bez perspektyw. Wydaje mi się, że ten bliski kontakt daje mi wiarę w moją kobiecość – mam już ponad trzydzieści lat, jestem atrakcyjną osobą. Nie chcę tego kończyć, zresztą tak naprawdę nic się nie zdarzyło i nic nie zostało głośno powiedziane. Nie chcę też niczego zmieniać w swoim małżeństwie i rodzinie. Wiem, że on też jest przywiązany do swojej rodziny. Na co czekam? Chyba chcę wyjaśnić sytuację, ale nie kończąc znajomości. Nie wiem jak to zrobić. Dodatkowo wszystko komplikuje to, że jestem postrzegana, jako osoba silna,  z poczuciem własnej wartości. Myślę, że on trochę boi się inaczej mnie potraktować, jak wrażliwą kobietę. Co mam zrobić, żeby się przekonać, czy mu na mnie zależy?

Czekam na odpowiedź, Oliwia

Od Redakcji

Witam Pani Oliwio,

Na początku pisze Pani o swojej rodzinie, którą po tych kilku zdaniach można określić jako udaną. Coś jednak sprawia, że ta rodzina nie w pełni zaspokaja Pani potrzeby, pragnienia. Coś sprawia, że zaspokojenia tych potrzeb szuka Pani poza rodziną. Co to takiego? Czy zastanawiała się Pani nad tym?

Wielu ludzi miewa w swoich związkach kryzysy spowodowane stagnacją, monotonią, powszedniością. Czasem tak się zdarza, że związek, małżeństwo przestaje dawać to, czego potrzebujemy. Może być również tak, że nie dawał tego nigdy. Początek związku wiąże się z fascynacją, zauroczeniem, namiętnością. Wszystko to podsyca chęć bycia razem i spędzania wspólnie czasu. Bywa jednak tak, że, gdy na świecie pojawiają się dzieci, obowiązki, schemat funkcjonowania każdego dnia, górę nad chęcią bycia razem bierze chęć posiadania swojego własnego czasu, odrębności. To ważne, by mieć własne zainteresowania i mieć możliwość ich realizowania będąc w związku. Ważne jest jednak również to, by zachowując odrębność od partnera mieć coś, co łączy, wiąże, sprawia, że chcemy być razem, wspólnie spędzać czas. Nie mogą być to tylko dzieci, bo one kiedyś dorosną i wyprowadzą się z domu, pozostawią po sobie puste gniazdo. Rolą małżonków jest wspólnie od samego początku zadbać o to coś, co będzie scalało związek przez cały czas.

Zachęcam, by zastanowiła się Pani nad tym, czego brakuje w Pani związku, czego potrzebuje Pani od małżeństwa, by zaspokajało Pani potrzeby?  I czy możliwe jest, aby dostała Pani to w swoim małżeństwie?
Może to coś ma związek z fascynacją, ciągłym odkrywaniem drugiej osoby, tajemniczością? Może to właśnie dostaje Pani od mężczyzny, o którym Pani pisze? Wykazuje on zainteresowanie Panią, wzmacnia poczucie wartości, radość z bycia kobietą. Tak naprawdę nie ma nic złego w potrzebie bycia adorowaną, komplementowaną i w chęci kokietowania. Pytanie: co za tym idzie, jaki jest kolejny krok, jak realizuje Pani te potrzeby? To niezwykle ważne aby ich zaspokajanie nie krzywdziło nikogo – w tym również Pani samej.

Kiedy czytam Pani historię, mam poczucie, że trudno Pani określić: czego ja właściwie chcę? A to tak naprawdę najważniejsze w tym wszystkim, aby najpierw, zanim podejmie Pani jakiekolwiek decyzje, uświadomiła sobie Pani swoje potrzeby, odpowiadając sobie na kilka pytań:
1. Czego potrzebuję od swojego partnera?
2. Czy dostaję to od mojego męża?
3. Czy dostaję to od tego drugiego mężczyzny?
4. Z zaspokajania jakich swoich potrzeb mogę zrezygnować na rzecz bycia w związku?
5. Co zyskam, a co stracę, decydując się na zakończenie każdej z tych relacji?
Kiedy już będzie to Pani wiedziała, łatwiej będzie odpowiedzieć sobie na pytanie: co zrobić?
Ja nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie za Panią, bo tylko Pani może wiedzieć, czego naprawdę potrzebuje.

Na koniec chcę zwrócić również Pani uwagę na to, że samo uświadomienie sobie swoich potrzeb nie sprawi, że inni ludzie zaczną je zaspokajać. Niestety, a może na szczęście, nie czytamy w niczyich myślach, nie wiemy, dopóki inni nam nie powiedzą, czego potrzebują. I działa to w obie strony – inni ludzie również nie wiedzą, co sprawi nam radość, dopóki nie poinformujemy ich, jakie są nasze oczekiwania. Dlatego zachęcam do tego, by nie pozostawała Pani na etapie samego uświadamiania sobie własnych potrzeb, ale również do tego, by mówiła Pani o nich otwarcie swoim bliskim. Może się bowiem okazać, że ktoś, po kim się tego zupełnie nie spodziewamy, może zrobić dla nas coś, co diametralnie odmieni naszą relację.

Zachęcam Panią do przemyślenia tych zagadnień, a także do regularnego odwiedzania naszego portalu.  Postaramy się w przyszłości nawiązać do tego tematu w naszych publikacjach.

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia,
Magdalena Chemycz, psycholog-konsultant

Dodano: 2 lutego 2012
blog comments powered by Disqus