Serialowa teściowa

Droga Redakcjo, mój problem wygląda jak z klasycznego serialu – chodzi o teściową. Mieszkamy z mężem w tym samym mieście co jego matka, nie mamy dzieci. Na pozór jesteśmy wszyscy bardzo przykładną rodziną, regularnie spotykamy się przy stole, wspólnie świętujemy uroczystości rodzinne. Problem jednak jest coraz bardziej poważny i dotyka przede wszystkim mnie. Z teściową różni nas niemal wszystko: przekonania polityczne, poglądy religijne, kulturowe, etc., a ona po 10 latach naszego małżeństwa nawet nie wie tak naprawdę co ja myślę na jakikolwiek temat. Ja za to znam jej życiorys w szczegółach, i jej poglądy na świat i ludzi (obce mi bardzo, z większością całkowicie się nie zgadzam) mam regularnie realacjonowane przy każdej okazji, każdym spotkaniu. Jako kochająca  żona (z wzajemnością), staram się okazywać szacunek matce męża, toteż nie unikam spotkań i zapraszam ją często do naszego domu. Teściowa jest wdową od kilku lat, boleśnie odczuwa swoją samotność, więc to jest jej bardzo potrzebne i nie ukrywa swojej radości ze spotkań z nami. Mój mąż okazuje jej wielką uległość, nigdy nie odważył się sprzeciwić, choć jest świadom jej wad i w rozmowach ze mną przyznawał mi rację. Jednak nie odważyłby się nigdy zranić matki. Ja, jako osoba dość asertywna miałam już kilka drobnych incydentów z teściową, gdy nie wytrzymawszy wzrastającego sprzeciwu, wyraziłam przy niej inne zdanie (swoje własne). Zawsze kończyło się to zepsutą atmosferą, także między mną i mężem, a w rezultacie moim żalem, że niepotrzebnie się wyrwałam, i trzeba było siedzieć cicho i grać dalej swoją rolę dobrej synowej. Tylko jakim kosztem? Po każdej wizycie jej u nas lub naszej u niej czuję się jak wypompowana kukła, pozbawiona własnej woli… Odreagowuję to zazwyczaj agresją w pracy lub zajadam czekoladą. Dodatkowym problemem jest moja świadomość, że teściowa jest matką, która nierówno traktuje swoje dzieci. Ma jeszcze córkę, również szczęśliwą w małżeństwie, atrakcyjną kobietę, z udanymi, wspaniałymi dziećmi. Dobrze układa jej się sytuacja materialna, znacznie lepiej niż nam. Jej rodzinę teściowa wspiera materialnie, nam zaś oferując głównie swoje rady i czas, co oczywiście brzmi tragikomicznie w tej sytuacji… Dla teściowej córka jest oczkiem w głowie. Zawsze nim była, co wynika czasem ze wspomnień mojego męża. On, odkąd pojawiła się siostra, był tym mniej udanym potomkiem, spychanym do roli jej opiekuna, lub pozostawianym samemu sobie. Jest wspaniałym człowiekiem, bardzo inteligentnym i niezwykle wrażliwym, co nie ułatwiało mu życia z matką. Sam, własnymi rękami doszedł do tego kim jest dzisiaj. Rodzice niewiele w tym go wspierali. Mam wrażenie, że nie chce nawet wspominać wszystkich przykrości z młodości, bo ja miałam bardzo troskliwych rodziców, wręcz nadopiekuńczych, którzy z kolei traktowali z kolei mnie jak oczko w głowie… Co jest już tematem innej historii. Stąd też tak dobrze znam ten schemat…

Siostra męża dba o poprawne stosunki z nami, widzę jednak, że chętnie też wykorzystuje brata do pomocy, jeśli nadarza się taka okazja. Jest osobą niezwykle zaradną i przyzwyczajoną przez rodziców do bycia w centrum opieki. Gdyby nie respekt przede mną, manipulowałaby bratem znacznie bardziej. Mój mąż nigdy nie potrafiłby odmówić jej pomocy, jakiegokolwiek wsparcia, nawet kosztem naszej rodziny. To jest w moim odczuciu jedyna jego wada, która od czasu do czasu boleśnie mnie dotyka i psuje relacje między nami. Kiedy próbuję o tym rozmawiać, zamyka się w sobie i totalnie wycofuje z wszelkiej dyskusji. Potrafi milczeć kilka dni. Ja jestem przyzwyczajona do konfrontacji wszystkiego, co mnie gryzie i omawiania tego do końca. Z mężem, w tej kwestii napotykam na ścianę. O wielu innym problemach potrafimy rozmawiać, więc wyczuwam, że jest to jakiś szczególny obszar,  na który nie mam wpływu.

Kiedy się zbliżają jakiekolwiek święta, a zawsze są „rodzinne” te okres napawa mnie niechęcią i czuję wzbierającą agresję, którą oczywiście nauczyłam się tłumić. Ale boję się, że kiedyś eksploduję i spod maski uśmiechniętej synowej wybuchnę i wypowiem rodzinie męża co naprawdę  o nich myślę. Boję się tego, co we mnie tkwi, tej narastającej złości, poczucia stłamszenia. W wielu innych sferach życia radzę sobie całkiem dobrze, otwarcie rozwiązuję konflikty z ludźmi, nie zamiatam ich pod dywan, więc nie mam innych poupychanych i poukrywanych ran na duszy… Ale z teściową nie umiem sobie poradzić. Teściowa jest osobą schorowaną, wymagającą opieki i nie ukrywa, że oczekuje tego ze strony syna, oszczędzając córkę tłumaczeniem, że przecież ona musi się zająć córeczkami… To nierówne dzielenie obowiązków szczególnie mi dokucza, ale nie mam odwagi zabierać głosu w tak delikatnej materii, Zresztą podłe byłoby odmawianie pomocy starej, chorej kobiecie. Ja postrzegam ją, niestety przede wszystkim jako manipulatorkę i egoistkę, choć choroba jest faktem. Przeraża mnie myśl, że dopiero jej śmierć zakończy ten konflikt.

Zastanawiałam się jakiej pomocy potrzebuję – rozmowy z mężem były, próba konfrontacji z teściową też (jak pisałam w obu sytuacjach przegrywam na całej linii), pozostaje mi przewartościowanie sobie tego wszystkiego w swojej głowie i znalezienie klucza do swoich emocji i sposobu postrzegania tej kobiety, którą z wielkim trudem nazywam „mamą”… Jak się do tego zabrać, żeby nie zakładać znów kolejnej maski, przed sobą samą? 

Małgorzata

Od redakcji

Pani Małgorzato,  W Pani liście jest dużo przykrych dla Pani emocji. Czuje Pani złość, niesprawiedliwość, a być może także rozczarowanie. Odnoszę wrażenie, że czuje się Pani pomijana w relacji z teściową – po 10 latach, jak Pani, napisała teściowa nie zna Pani poglądów, natomiast Pani poświęca jej wiele uwagi podczas spotkań. Sposób w jaki Pani traktuje swoją teściową kosztuje Panią wiele trudnych do zniesienia emocji, które tłumi Pani w sobie, żeby nie urazić.. pytanie kogo? Teściową? Męża? A może, jak Pani napisała, nie zniszczyć swojego wizerunku „dobrej synowej”? Co by dla Pani oznaczało odrzucenie roli „dobrej synowej”, roli, w której nie czuje się Pani dobrze? Napisała Pani również, że w chwilach, kiedy wyrazi swoje zdanie, atmosfera ulega pogorszeniu. Jeśli robi to Pani w adekwatny sposób, nikomu nie ubliżając, dlaczego czuje się Pani winna z tego powodu? Dbanie o miłą atmosferę leży w kwestii wszystkich spotykających się osób, nie musi Pani brać odpowiedzialnością, a nawet nie ma Pani wpływu  na to, jak poczuje się Pani teściowa czy mąż w momencie kiedy wyrazi Pani swoje zdanie, powie, że z czymś się nie zgadza lub coś się nie podoba. Może to wzbudzić w Pani rozmówcach przykre emocje – są to natomiast dorosłe osoby i nie ma Pani obowiązku chronić ich przed takimi doświadczeniami. Ochronić natomiast może Pani siebie poprzez wyrażenie swoich uczuć, potrzeb i sprzeciwu, kiedy Pani czuje, że jej granice są naruszane. Sama Pani napisała „jakim kosztem”? Odreagowuje Pani swoje emocje w pracy, „agresją” lub zajadaniem. Tłumienie złości w tych sytuacjach nie tylko wpływa na Pani stosunki w rodzinie, ale także z innymi ludźmi (w pracy), jak również na Pani zdrowie.  Napisała Pani również o poczuciu niesprawiedliwości ze strony teściowej. Występuje tu Pani w obronie męża. Tak jakby czuła się  Pani w obowiązku zawalczenia o uwagę teściowej dla niego, wynagrodzenia „wszystkich przykrości z młodości”. Mąż natomiast stoi z boku, ulega matce i, nie wynika z listu, by dążył do zmiany swojej relacji z mamą. Odnoszę wrażenie, że to bardziej Pani niż mąż chciałaby, aby ich stosunku uległy zmianie, aby mąż był bardziej doceniony przez nią, zauważony. Proszę się zastanowić, jaki cel ma chęć tej zmiany? Czy to mąż poczułby się lepiej czy Pani? Czy nie wchodzi Pani w rolę opiekunki, obrończyni męża przez „niesprawiedliwą” mamą? Pojawiła mi się taka myśl dotycząca Pani rywalizacji z teściową i siostrą o męża. On poświęca jej wiele uwagi, godzi z jej zdaniem, opiekuje w chorobie – te sytuacje mogą powodować, że czuje się Pani odtrącona, mniej ważna. Napisała Pani bardzo ważne zdanie „Mój mąż nigdy nie potrafiłby odmówić jej pomocy, jakiegokolwiek wsparcia, nawet kosztem naszej rodziny.” W tym zdaniu jest dużo złości, pretensji, ale również i lęku, o to, że mama i siostra mogą okazać się ważniejsze od Pani. To może rodzić przykre emocje, które Pani odczuwa. Ale może Pani o nich mówić głośno, wyrazić je w rozmowie z mężem. Powiedzieć o tym, czego Pani się obawia, czego Pani potrzebuje oraz co Panią złości.

Wyraźnie pisze Pani o swojej złości. Proszę się zastanowić, do kogo jest ta złość? Czy jest to złość w stosunku do Pani teściowej, czy może do męża? A Pani z jakiś powodów chroni go przed okazaniem mu swoich negatywnych emocji? Być może łatwiej Pani złościć się na teściową niż na męża? Dlaczego? Co się stanie jeśli okaże Pani mężowi swoją złość z powodu obecnej sytuacji i braku podjęcia działania z jego strony? Może Pani czuć rozczarowanie swoim związkiem, w którym tak ważną rolę odgrywa mama i siostra męża. Z listu wynika, że czuje się Pani mniej ważna, a może nawet, że Pani uczucia i potrzeby są zaniedbane przez męża? Odnoszę też wrażenie, że czuje się Pani osamotniona w tej sytuacji, nie wspierana przez w tym, aby Państwa małżeństwo składało się tylko z Pani i Pani męża, a nie dodatkowo teściowej. W relacji z teściową dobrze byłoby zaznaczyć granice, na przekraczanie których nie wyraża Pani zgody. To jest Pani dom, Pani małżeństwo i ma Pani prawo wyrazić swoje zdanie, uczucia oraz zakomunikować o swoich potrzebach. Wyznaczenie jasnych granic nie oznacza opuszczenia teściowej w chorobie. Nadal może jej Pani pomagać.

Co by się stało gdyby Pani postawiła teściowej pewne granice? Być może wiązałoby to się z negatywnymi emocjami. Ale również dałoby to Pani szansę poczuć się lepiej samej ze sobą w relacji z teściową, zdjąć „maskę”, o której Pani napisała. Proszę pamiętać, że małżeństwo to związek dwojga ludzi, nie trojga. Szacunek i pomoc teściowej to jedno, natomiast najważniejsze jest Pani szczęście z mężem. Napisała Pani o wzajemnej miłości z mężem. Zachęcam do szczerej i otwartej rozmowy, w której powie Pani o swoich prawdziwych uczuciach i obawach oraz o tym, czego Pani oczekuje od męża. Dla niego zapewne również jest to trudna sytuacja – kocha Panią i mamę, być może czuje się zagubiony w tej sytuacji. Dlatego tak ważne jest jasne przekazanie z Pani strony jak się Pani czuje w tej sytuacji i jak by Pani chciała, żeby Wasze małżeństwo wyglądało.

Życzę Pani dużo wytrwałości w przyglądaniu się swoim uczuciom i odwagi w wyrażaniu swoich prawdziwych emocji. Wszystkiego dobrego,

Magdalena Musiałowska-Paterek, psycholog-konsultant

 

Dodano: 7 kwietnia 2012
blog comments powered by Disqus