Nie wiem co robić…

Dzień dobry,

Piszę odnośnie artykułu http://kochamzabardzo.pl/test/lista-cech-dda , okazało się, że większość cech opisanych w artykule pokrywa się z moimi cechami.

Nazywam się Adam, mam 22 lata, skończyłem liceum i w chwili obecnej studiuję. Od momentu, w którym się urodziłem, byłem dzieckiem bardzo nieśmiałym, lubiłem bawić się sam ze sobą, spędzając godziny we własnym kącie będąc w pewnym sensie odizolowanym od rówieśników. Moja mama bardzo się tym przejmowała i usiłowała zmienić to zapraszając do mnie do domu dzieci z przedszkola, z podwórka abym jakoś mógł z kimś nawiązać kontakt i rozpocząć życie z ludźmi, oswoić się z ich obecnością. Siłą rzeczy nie udawało się to za bardzo, ponieważ nie nawiązywałem tego kontaktu w zupełności. Byłem bardzo spokojnym, niesprawiającym problemów dzieckiem, zostawiony sam sobie mogłem siedzieć godzinami. W późniejszych latach poszedłem do szkoły podstawowej, w której uczyłem się bardzo dobrze, nie miałem żadnych problemów z przyswajaniem wiedzy, ponadto byłem jednym z lepszych uczniów w klasie, czytałem bardzo płynnie, rozwiązywałem zadania można powiedzieć sprawnie, radziłem sobie po prostu, głównie, dlatego, że moja mama wkładała w to dużo pracy, za co ją bardzo doceniam, lecz był to zakres tylko przedmiotów ścisłych, moja mama jest osobą niesłyszącą od urodzenia, więc nie mogła mi pomóc uczyć się z przedmiotów humanistycznych, z których miałem czasami problemy, gł. Z pisaniem wypracowań (teraz też mam problem z pisaniem, zresztą widać) i ogólnie z wypowiadaniem się, bądź przyrodniczych, ponieważ ich nie rozumiała do końca. Wracając do podstawówki, muszę przyznać, że również nie mogłem zaaklimatyzować się w grupie, byłem dzieckiem zbyt poważnym, nielubianym, bardzo się wstydziłem z kimś rozmawiać, chociaż udało mi się nawiązać kontakt z jednym kolegą przez dłuższy okres czasu, ale tylko z nim.. Nienawidziłem wystąpień przed klasą typu czytanie wiersza, przedstawienie jakiejś pracy, na samą myśl dostawałem drgawek. Później poszedłem do IV klasy szkoły podstawowej. I nastąpił nagły spadek moich wyników w nauce, zawsze dostawiając dobre oceny poprzez wysoką ambicję nie sprostałem utrzymaniu tego poziomu w podstawówce, wtedy też doszły problemy rodzinne z moim ojcem, który często kłócił się z mamą i ogólnie był dla mnie bardzo wymagający, często się kłóciliśmy, niejednokrotnie kończyło się biciem, może nie takim, że walił mnie z pięści, ale jak dostałem słabszą ocenę, bądź dostałem uwagę to potrafił mi dać kilka porządnych klapsów, co dla mnie było ogromnym przeżyciem emocjonalnym, co doprowadziło do tego, że go znienawidziłem, chciałem, żeby umarł, zniknął z mojego życia. Później było tyko gorzej w gimnazjum ledwo, co zdałem, nie przykładałem uwagi do nauki, ściągałem, kombinowałem myśląc sobie, że jakoś się uda, tam też nie mogłam nawiązać kontaktu z klasą. Często szukałem jedną osobę, na której się wyżywałem psychicznie, zaczepiałem ją obrażałem, byle jakoś odreagować swoje niepowodzenia i smutki. Później poszedłem do liceum do klasy o profilu biologiczno-chemicznym, z myślą studiowania farmacji, właściwie bardzo spodobały mi się te przedmioty i ich tematyka, ale z biegiem napływu dodatkowych informacji, zadań poddałem się i nie dałem rady, całe liceum prawdę mówiąc przebimbałem, niczego się nie nauczyłem, olewałem myśląc, że jakoś to będzie, że zdążę w ostatniej chwili się nauczyć, przekładałem wszystko na później, w sieci znalazłem określenie tego postępowania prokrastynacją czy dystymią. Skończyło się na tym, że nie zdałem matury z matematyki. Zapisałem się na korepetycje, przyłożyłem się, co było dla mnie dużym wyzwaniem i właściwie poświęciłem tylko 30% swojego wolnego czasu na naukę, co skutku dało mi wynik 60 paru procent na maturze. Zdecydowałem się na studia, na farmację oczywiście nie dałbym rady, bo zawaliłem biologię i chemię całkowicie, zgodnie z sugestią rodziców poszedłem na polibudę. Pomyślałem, że zacznę wszystko od nowa, jakoś nadrobię zaległości, będę spędzał więcej czasu na naukę. I na chwilę obecną siedzę cały czas w domu obijam się wstaję późnym południem, boję się zacząć robić zadania i się uczyć w obawie ze strachem, że nie uda się to, w dodatku zadania sprawiają mi niemałą trudność z powodu braków z matematyki i z fizyki. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić, pierwsze kolokwia już za chwilę w styczniu, nie wiem jak dać radę zmotywować się, nie widzę swojej przyszłości, uważam, że moje życie nie ma sensu, w dodatku zapomniałem wspomnieć nigdy nie miałem dziewczyny, byłem zbyt wstydliwy, bałem się po prostu, i uważałem, właściwie dalej tak uważam, że wyjdę na idiotę, nie będę wiedział, co powiedzieć, jak się zachować.  Też chcę dodać, ze nie lubiłem nigdy sportu, zajęcia wf-u były dla mnie udręką, byłem bardzo niezręcznym, wolno łapałem o co chodzi, nie sprawiało mi to przyjemności, byłem po prostu nogą to samo dotyczy też tańca i poruszania się sprawia mi to ogromną krempację ale czasami muszę będąc na dyskotece, w sylwestra tego roku cały czas siedziałem przy stole wstydziłem się zatańczyć bo nie umiem. W szkole przechodząc przez hol w czasie przerwy miałem wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą i się naśmiewają. Ogólnie źle się czuję w dużych skupiskach ludzi. Uważam siebie za wyjątkowo nieatrakcyjną osobę, pod względem charakteru, niemającą żadnych zainteresowań, leniwą do potęgi n-tej, często miałem ochotę się zabić, ale miało to charakter epizodyczny, przechodziło mi, bo nie chcę w ten sposób uciec od problemów, chcę to wszystko naprawić, ale nie mam morali, aby jakoś to zacząć. Sam nie wiem czy mam coś z głową czy wymaga to leczenie psychologicznego bądź psychiatrycznego, mimo wszystko jestem dziwakiem ale wiem, że da się to zmienić.
Proszę o pomoc, rady wszystkie uwagi będą dla mnie bardzo cenne. Pozdrawiam : )

Panie Adamie,

dziękuję za maila.  Z listu wynika, że jest Pan bardzo wrażliwą osobą.
Odznacza się Pan też niskim poczuciem własnej wartości oraz osobowością introwertywną. Nie każdy musi myć typem ‚gwiazdy’ czy lidera. Pan zdecydowanie zalicza się do osób skromnych o bogatym świecie wewnętrznym. Co może utrudniać Panu kontakty towarzyskie. Jednocześnie jest Pan młodym człowiekiem, gdzie naturalną potrzebą są kontakty z rówieśnikami.

Co do nauki, jeżeli na początku uczymy się dobrze a potem nagle oceny spadają drastycznie i pomimo wkładanego wysiłku brak efektów, nasza motywacja spada. Zaczyna się frustracja. Po niej zaniedbywanie lekcji i wreszcie kombinowanie. To jednak jest okupione ogromnym stresem.

A do tego miał Pan surowego ojca, który zauważał Pana tylko w kontekście nauki. Dobrze-źle. Słabe wyniki, ogromnie wpłynęły na zaniżoną ocenę siebie. Był Pan surowo karany przez ojca. Co zrodziło złość i nienawiść wpierw do niego. Myślę że z czasem do siebie a potem szukał Pan innych by rozładować napięcie. Często funkcjonujemy na 3 poziomach naprzemiennie KAT- OFIARA – RATOWNIK. Proszę pomyśleć jak to się u Pana odbywa. Kiedy w jaką postawę Pan wchodzi.

Widzę w Panu dużą chęć zmiany, poprawy a jednocześnie ogromnie silny, wręcz paraliżujący lęk! Brak wiary w siebie i w swoje możliwości. Dużo trudnych spraw i doświadczeń Pana spotkało. Często mam wrażenie ogląda się Pan do tytułu, do przeszłości a nie bardzo widzi co może być przed Panem. Nazbierał Pan wiele negatywnych obrazów siebie, które wewnętrznie niszczą Pana. Cały czas ucieka Pan przed czymś. Czy wie Pan co to takiego ? Mam poczucie, że gdzieś się Pan zagubił. Tak jakby stracił Pan samego siebie i nie może go odnaleźć.

To, że odważył się Pan napisać to ważny pierwszy krok przed Panem. To bardzo dobrze. Już samo przyznanie się przed sobą, że mam problem to bardzo dużo. Kolejną ważną rzeczą, to zacząć dobrze o sobie myśleć. Cały czas przekonuje Pan siebie , że jest do niczego!

Ktoś mądry powiedział kiedyś, każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku :).
Ten pierwszy krok Pan wykonał. Czas na kolejne.
Myślę, że czeka Pana wiele pracy nad sobą i ze sobą.

Zachęcam do skorzystania z pomocy psychologa/ terapeuty by uporządkować swój świat.

serdecznie Pana pozdrawiam,
Sylwia Krajewska

Dodano: 2 grudnia 2014
blog comments powered by Disqus