Chcę się odkochać

Droga redakcjo, mam zaledwie 21 lat, i już wiem, że kocham za bardzo. Jestem młoda, powinnam korzystać z życia i kopnąć w tyłek faceta, którego kocham, ale nie potrafię, rozmowy rodziną i ze znajomymi nie pomagają. Od 4 lat tkwię w sytuacji, która wykańcza mnie psychicznie… Na początku, jak w każdym w związku, było pięknie i kolorowo, ja miałam bardzo silną osobowość, czułam się wartościową dziewczyną. Jednak rozstaliśmy się po 2 latach, po wielu kłótniach. On mnie porzucił. Przez 10 miesięcy nie mogłam się pozbierać, szukałam kontaktu z nim, a przecież kiedy byliśmy razem, nie szanował mnie, moich starań, nie czułam się szczęśliwa. A jednak ta miłość stała się moją obsesją, widziałam, jak moje koleżanki, po długoletnich związkach radzą sobie świetnie po rozstaniach, a ja się zatraciłam, straciłam poczucie własnej wartości. Jestem atrakcyjną zadbaną kobietą ale nie interesują mnie inni mężczyźni, kochałam tylko jego. Tymczasem on nie przejął się tym, że przez to rozstanie zachorowałam dość poważnie, byłam zagubiona, potrzebowałam rozmowy. Było dla mnie szokiem, że człowiek, który mówił „kocham cię” nagle zostawił mnie bez słowa.  Stwierdził, że chce być sam, że już mnie nie kocha, że kiedy byliśmy razem ćpał, zresztą chyba nadal to robi.
Po roku, nie wiem jakim cudem, ale znów wróciliśmy do siebie, było to dla mnie dziwne, bo nagle stwierdził, że mnie kocha. Nie wierzę w to, ale nie potrafię się od niego uwolnić! Chcę, ale nie potrafię, on nie szanuje mnie, nawet nie zapyta co jest nie tak, gdy jestem smutna. Czuję pustkę, myślałam, że skoro tyle przeszłam, to zmądrzeję i kiedy będzie chciał wrócić, powiem mu NIE. Tymczasem, po tym wszystkim co mi zrobił, po tym wszystkim czego się dowiedziałam już nie będąc z nim (że mnie okłamywał, że miał na boku inne) nie potrafię się uwolnić. Kiedy tylko mam chwilę dla siebie, myślę o nim. Kiedy tylko się pokłócimy, myślę co robi, gdzie jest. Nie dbam o swoje sprawy, w mojej głowie przez cały czas jest tylko on. Denerwuje mnie i boli to, że ja dzwonię i piszę smsy, narzucając się, a on nie wykazuje zainteresowania tym, co się ze mną dzieje. Może to dziecinne, ale ja się pogubiłam. Chciałam być taką jak kiedyś pewną siebie dziewczyną z ambicjami o silnej osobowości. Nie potrafię się odkochać. Kiedy on chce się spotkać, ja rzucam wszystko i lecę do niego jak mały piesek… nie chcę tego, szukam pomocy, męczę się, mam myśli samobójcze, chcę sie wydostać z tej matni. Wiem, że kocham za bardzo i wiem, że on choć jest ze mną, nie kocha mnie tak mocno jak ja jego. Kiedyś myślałam, że coś się zmieni, gdy postraszę go odejściem, że może zacznie sie starać, wyszło na to, że po nim to spłynęło, a ja później przepraszałam go za to, że mogłam coś takiego mu powiedzieć. Codziennie płaczę. Pomocy! Basia

 

Witam Panią serdecznie,   Naszą pomoc kierujemy do kobiet w każdym wieku. Problem kochania za bardzo kształtuje się już w dzieciństwie i może towarzyszyć przez resztę życia. Domyślam się, że otoczenie ze względu na Pani młody wiek bagatelizuje Pani trudność. Wiem, że również w Pani wieku można głęboko przeżywać problemy związane z relacjami i związkami i dobrze się stało, że zdecydowała się Pani do nas napisać. Czytając Pani list odniosłam wrażenie, że jest Pani bardzo zagubiona w swoich emocjach. Czuje Pani żal i złość na partnera i jednocześnie ciężko jest Pani wprowadzić w życie decyzję o rozstaniu. Dostrzegam w Pani słowach duże poczucie skrzywdzenia i jednocześnie chęć walki o przywrócenie poczucia własnej wartości. Napisała Pani o swoim wyczerpaniu obecną sytuacją i chęci powrotu do dawnego stanu wolnej, niezależnej osoby. Jak Pani pisze, związek z obecnym partnerem rozpoczął się 4 lata temu. Miała Pani więc 17 lat wchodząc w tę relację. Jest to czas kiedy kształtuje się siebie, przekonania o sobie i o świecie. Stawia się pytania dotyczące dorosłości i dalszego życia i szuka się na nie odpowiedzi. Bycie w tym czasie w związku niesie ryzyko zbudowania swojego obrazu w oparciu o relację z drugą osobą. Może być tak, że zabraknie miejsca na kształtowanie własnych zainteresowań i swojej przestrzeni. Poczucie wartości uzależnia się od tego, jak nas postrzega i traktuje ta druga osoba. Stąd rozstanie może nieść za sobą dużą obawę, że po utracie partnera nic już nie zostanie i stąd lęk przed stratą. Myślę, że znaczące w Pani opisie jest zdanie: „ kiedy tylko mam chwilę dla siebie, myślę o nim”. Ciężko mi było czytać te słowa. Wygląda na to, że w ten sposób przestaje Pani mieć jakiekolwiek chwile dla siebie. W liście bardzo dużo pisze Pani o partnerze i sobie w odniesieniu do niego. Ogromną część swojej energii wkłada Pani w działania związane z relacją, w której i tak czuje się Pani nieszczęśliwa. Domyślam się, że to może być bardzo trudne i wyczerpujące. Nie ma już czasu na inne rzeczy, jak rozwijanie własnych zainteresowań, ambicji, kształtowanie obrazu siebie jako wartościowej osoby. Zachęcam Panią do stopniowego przekierowania swojej energii na inne obszary niż partner. Pisze Pani o czasie sprzed związku, kiedy widziała siebie Pani jako osobę pewna siebie, z ambicjami. Ciekawa jestem czego dotyczyły te ambicje, co Pani wtedy lubiła robić, co sprawiało Pani przyjemność? Myślę, że w obecnej sytuacji może pomóc Pani poszukanie takich aktywności, które Pani lubi, które pozwolą na ekspresję dużej ilości siły i emocji, które Pani w sobie ma. Może jakiś sport, dziedzina sztuki, podróż do miejsca, które chciała Pani odwiedzić? Jakiś kurs, nauka nowej umiejętności, którą kiedyś chciała Pani zdobyć? Będzie Pani mogła budować swoje poczucie wartości w oparciu o to, kim Pani jest oddzielnie od partnera, w oparciu o to, czego Pani dokonała i to, co Pani zrobiła dla samej siebie. Zachęcam też o poświęcenia części wolnego czasu na zaopiekowanie się sobą i samopoznanie. Polecam Pani książkę Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo”.  Warto też pomyśleć o skorzystaniu ze wsparcia psychologa, żeby lepiej przyjrzeć się własnym emocjom i potrzebom. Warto też otworzyć się na inne osoby. Wspomina Pani o koleżankach, które też zakończyły związki i poradziły sobie. Może mogłaby Pani z nimi porozmawiać, podpytać co im w tym pomogło? Czy rzeczywiście było takie proste? Co zrobiły, żeby sobie poradzić? Może wsparcie osób o podobnych doświadczeniach mogłoby Pani pomóc. Jedną z form takiej pomocy są grupy rozwojowe dla kobiet. Zapraszam do zapoznania się z ofertą na naszym portalu.  Lepsze poznanie i rozwijanie obrazu siebie samej może przybliżyć Panią do podjęcia decyzji odnośnie związku. Obecnie zachęcam Panią do wygospodarowania sobie czasu tylko dla siebie. Im więcej w Pani obrazie własnej osoby będzie Pani, a mniej partnera, tym łatwiej będzie Pani odejść jeśli na to się Pani zdecyduje lub zostać wprowadzając  i egzekwując własne zasady i warunki. List, na który odpisuję, to już pierwszy wykonany przez Panią krok do zrobienia czegoś dla siebie. Zachęcam do podejmowania dalszych działań w tym kierunku. . Życzę wytrwałości oraz odwagi w drodze do zmiany. Psycholog konsultant- Agata Rainka

 

Droga redakcjo, mam zaledwie 21 lat, i już wiem, że kocham za bardzo. Jestem młoda, powinnam korzystać z życia i kopnąć w tyłek faceta którego kocham, ale nie potrafię, rozmowy ze znajomymi nie pomagają, jak i z rodzina. Od 4 lat tkwię w sytuacji, która wykańcza mnie psychicznie… Na początku, jak w każdym w związku jest pięknie i kolorowo, ja miałam bardzo silną osobowość, czułam się wartościową dziewczyną. Jednak rozstaliśmy się po 2 latach, po wielu kłótniach. On mnie porzucił. Przez 10 miesięcy nie mogłam się pozbierać, szukałam kontaktu z nim, a przecież kiedy byliśmy razem, nie szanował mnie, moich starań, nie czułam się szczęśliwa. A jednak ta miłość stała się moją obsesją, widziałam, jak moje koleżanki, po długoletnich związkach radzą sobie świetnie po rozstaniach, a ja się zatraciłam, straciłam poczucie własnej wartości. Jestem atrakcyjną zadbaną kobietą ale nie interesują mnie inni mężczyźni, kochałam tylko jego. Tymczasem on nie przejął się tym, że przez to rozstanie zachorowałam dość poważnie, byłam zagubiona, potrzebowałam rozmowy. Było dla mnie szokiem, że osoba, która mówiła „kocham cię” nagle zostawiła mnie bez słowa.  Stwierdził, że chce być sam, że juz mnie nie kocha, że kiedy byliśmy razem ćpał, zresztą chyba nadal to robi. Po roku, nie wiem jakim cudem, ale znów wróciliśmy do siebie, było to dla mnie dziwne, bo nagle stwierdził, że mnie kocha. Nie wierzę w to, ale nie potrafię się od niego uwolnić! Chcę, ale nie potrafię, on nie szanuje mnie, nawet nie zapyta co jest nie tak, gdy jestem smutna. Czuję pustkę, myślałam, że skoro tyle przeszłam, to zmądrzeję i kiedy będzie chciał wrócić, powiem mu NIE. Tymczasem, po tym wszystkim co mi zrobił, po tym wszystkim czego się dowiedziałam już nie będąc z nim (że mnie okłamywał, że miał na boku inne) nie potrafię się uwolnić. Kiedy tylko mam chwilę dla siebie, myślę o nim. Kiedy tylko się pokłócimy, myślę co robi, gdzie jest. Nie dbam o swoje sprawy, w mojej głowie przez cały czas jest tylko on. Denerwuje mnie i boli to, że ja dzwonie i piszę smsy, narzucając się, a on nie wykazuje zainteresowania tym, co się ze mną dzieje. Może to dziecinne, ale ja się pogubiłam. Chciałam być taką jak kiedyś pewną siebie dziewczyną z ambicjami o silnej osobowości. Nie potrafię się odkochać. Kiedy on chce sie spotkać, ja rzucam wszystko i lecę do niego jak mały piesek… nie chce tego, szukam pomocy, męczę się, mam myśli samobójcze, chcę sie wydostać z tej matni. Wiem, że kocham za bardzo i wiem, że on choć jest ze mną, nie kocha mnie tak mocno jak ja jego. Kiedyś myślałam, że coś się zmieni, gdy postraszę go odejściem, że może zacznie sie starać, wyszło na to, że po nim to spłynęło a ja później przepraszałam go za to, że mogłam coś takiego mu powiedzieć. Codziennie płaczę. Pomocy! Basia

 

Witam Panią serdecznie,   Naszą pomoc kierujemy do kobiet w każdym wieku. Problem kochania za bardzo kształtuje się już w dzieciństwie i może towarzyszyć przez resztę życia. Domyślam się, że otoczenie ze względu na Pani młody wiek bagatelizuje Pani trudność. Wiem, że również w Pani wieku można głęboko przeżywać problemy związane z relacjami i związkami i dobrze się stało, że zdecydowała się Pani do nas napisać. Czytając Pani list odniosłam wrażenie, że jest Pani bardzo zagubiona w swoich emocjach. Czuje Pani żal i złość na partnera i jednocześnie ciężko jest Pani wprowadzić w życie decyzję o rozstaniu. Dostrzegam w Pani słowach duże poczucie skrzywdzenia i jednocześnie chęć walki o przywrócenie poczucia własnej wartości. Napisała Pani o swoim wyczerpaniu obecną sytuacją i chęci powrotu do dawnego stanu wolnej, niezależnej osoby. Jak Pani pisze, związek z obecnym partnerem rozpoczął się 4 lata temu. Miała Pani więc 17 lat wchodząc w tę relację. Jest to czas kiedy kształtuje się siebie, przekonania o sobie i o świecie. Stawia się pytania dotyczące dorosłości i dalszego życia i szuka się na nie odpowiedzi. Bycie w tym czasie w związku niesie ryzyko zbudowania swojego obrazu w oparciu o relację z drugą osobą. Może być tak, że zabraknie miejsca na kształtowanie własnych zainteresowań i swojej przestrzeni. Poczucie wartości uzależnia się od tego, jak nas postrzega i traktuje ta druga osoba. Stąd rozstanie może nieść za sobą dużą obawę, że po utracie partnera nic już nie zostanie i stąd lęk przed stratą. Myślę, że znaczące w Pani opisie jest zdanie: „ kiedy tylko mam chwilę dla siebie, myślę o nim”. Ciężko mi było czytać te słowa. Wygląda na to, że w ten sposób przestaje Pani mieć jakiekolwiek chwile dla siebie. W liście bardzo dużo pisze Pani o partnerze i sobie w odniesieniu do niego. Ogromną część swojej energii wkłada Pani w działania związane z relacją, w której i tak czuje się Pani nieszczęśliwa. Domyślam się, że to może być bardzo trudne i wyczerpujące. Nie ma już czasu na inne rzeczy, jak rozwijanie własnych zainteresowań, ambicji, kształtowanie obrazu siebie jako wartościowej osoby. Zachęcam Panią do stopniowego przekierowania swojej energii na inne obszary niż partner. Pisze Pani o czasie sprzed związku, kiedy widziała siebie Pani jako osobę pewna siebie, z ambicjami. Ciekawa jestem czego dotyczyły te ambicje, co Pani wtedy lubiła robić, co sprawiało Pani przyjemność? Myślę, że w obecnej sytuacji może pomóc Pani poszukanie takich aktywności, które Pani lubi, które pozwolą na ekspresję dużej ilości siły i emocji, które Pani w sobie ma. Może jakiś sport, dziedzina sztuki, podróż do miejsca, które chciała Pani odwiedzić? Jakiś kurs, nauka nowej umiejętności, którą kiedyś chciała Pani zdobyć? Będzie Pani mogła budować swoje poczucie wartości w oparciu o to, kim Pani jest oddzielnie od partnera, w oparciu o to, czego Pani dokonała i to, co Pani zrobiła dla samej siebie. Zachęcam też o poświęcenia części wolnego czasu na zaopiekowanie się sobą i samopoznanie. Polecam Pani książkę Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo”.  Warto też pomyśleć o skorzystaniu ze wsparcia psychologa, żeby lepiej przyjrzeć się własnym emocjom i potrzebom. Warto też otworzyć się na inne osoby. Wspomina Pani o koleżankach, które też zakończyły związki i poradziły sobie. Może mogłaby Pani z nimi porozmawiać, podpytać co im w tym pomogło? Czy rzeczywiście było takie proste? Co zrobiły, żeby sobie poradzić? Może wsparcie osób o podobnych doświadczeniach mogłoby Pani pomóc. Jedną z form takiej pomocy są grupy rozwojowe dla kobiet. Zapraszam do zapoznania się z ofertą na naszym portalu.  Lepsze poznanie i rozwijanie obrazu siebie samej może przybliżyć Panią do podjęcia decyzji odnośnie związku. Obecnie zachęcam Panią do wygospodarowania sobie czasu tylko dla siebie. Im więcej w Pani obrazie własnej osoby będzie Pani, a mniej partnera, tym łatwiej będzie Pani odejść jeśli na to się Pani zdecyduje lub zostać wprowadzając  i egzekwując własne zasady i warunki. List, na który odpisuję, to już pierwszy wykonany przez Panią krok do zrobienia czegoś dla siebie. Zachęcam do podejmowania dalszych działań w tym kierunku.
Życzę wytrwałości oraz odwagi w drodze do zmiany.

Agata Rainka, psycholog-konsultant

Dodano: 11 lipca 2014
blog comments powered by Disqus