Zbyt dużo miłości

Z psycholog Sylwią Krajewską z ,„Psychocentrum” rozmawia Elżbieta Bogusławska, ,„Superlinia
fot. sxc.hu

Wiele osób nie potrafi budować zdrowych relacji z partnerem, bo… kochają za bardzo. Czują się nieszczęśliwe, a to powoduje problemy w różnych sferach życia.

Elżbieta Bogusławska: Co to znaczy kochać za bardzo?

Sylwia Krajewska: Pojęcie to pojawiło się w latach 70. Przełomowym odkryciem okazały się wnioski amerykańskiej
terapeutki Robin Norwood – autorki książki„Kobiety, które kochają za bardzo”. Kochanie za bardzo jest groźnym uzależnieniem, które destrukcyjnie wpływa na związek. Cechuje osoby, które nie są w stanie kochać dojrzałą miłością. Nie potrafią odejść, nawet kiedy czują się w związku ogromnie nieszczęśliwe. Są emocjonalnie uzależnione od partnera. „Za bardzo”, czyli dając z siebie wszystko, aby związek trwał za wszelką cenę. Boją się samotności i usilnie
starają się jej uniknąć. Przyczyną tego są trudne doświadczenia z dzieciństwa, kiedy nie było miłości i bliskości z rodzicem, jego akceptacji i uwagi. Takie osoby mają deficyty uczuciowe.
Niekochane dzieci wyrastają na dorosłych, którzy panicznie lękają się odrzucenia. Nie potrafią funkcjonować w samotności.

E.B.: Czyli te osoby chcą w dorosłych związkach zaspokoić uczuciowe deficyty z dzieciństwa?

S.K.: Tak, ale to nie ma szansy powodzenia z dwóch powodów. Po pierwsze, głód miłości i bliskości jest na tyle silny, że nikt nie jest w stanie go zaspokoić (jedynie osoba, która go doświadcza,
poprzez głęboką pracę nad sobą). Po drugie, osoby z deficytem miłości na ogół wybierają nieodpowiednich, niedojrzałych partnerów. Takich, którzy destrukcyjnie funkcjonują w związku.
Często są to partnerzy, z którymi dana osoba może odtworzyć klimat z domu rodzinnego, o określonym typie osobowości. Zazwyczaj: o skłonnościach narcystycznych, niestabilni
i niedojrzali emocjonalnie, raniący. Ci dojrzali, zrównoważeni wydają się tej osobie nieatrakcyjni. Ona potrzebuje ciągłego haju emocjonalnego.Wierzy, że na miłość musi zasłużyć. Dlatego lubi
czuć się potrzebna, poświęca się w imię miłości, zabiega o partnera. Często doświadcza poczucia winy. Charakteryzuje ją niska samoocena.

E.B.: Do czego prowadzi kochanie za bardzo?

S.K.: Do destrukcji, do stanów depresyjnych albo depresji. Takie osoby czują się cały czas nieszczęśliwe, bo nie wsłuchują się w siebie, w swoje potrzeby, nie zaspokajają ich, ale próbują przypodobać się partnerowi, nawet wbrew sobie. Ubierają się i malują tak, by podobało się jemu, a nie im. Odchudzają się, bo on ogląda się za szczupłymi na ulicach albo szykanuje je uwagami w rodzaju: „Ale ty masz gruby tyłek!”, zmieniają kolor włosów, choć wcale nie mają na
to ochoty itd. Często też rezygnują z własnych zainteresowań bądź znajomych, jeśli partner ich nie akceptuje.Takie osoby zwykle nie lubią siebie, a czasem wręcz nienawidzą. Są wobec siebie bardzo krytyczne i ciągle powtarzają sobie: „Powinnam być taka, taka, taka…”. Uzależniają się od nastrojów partnera. Robią wszystko, by tylko on się do nich uśmiechnął. Jeśli jest zły, niezadowolony – biorą odpowiedzialność za te emocje. Żyją w ciągłej niepewności i frustracji. Są jak małe, przerażone dzieci, które obsesyjnie myślą o drugim człowieku: gdzie jest, co robi, czy ich nie zdradza,w jakim humorze wróci do domu itd. Co ciekawe, są to często osoby odnoszące zawodowe sukcesy, ambitne, perfekcyjne w tym, co robią. Zawodowo radzą sobie doskonale, a wewnętrznie są pogubione jak małe dzieci. Mają skłonności do różnych uzależnień, także od miłości, alkoholu, zakupów. Dążą do tego, by partnera mocno do siebie przywiązać. Są bardzo dobre dla niego, wychodzą mu naprzeciw, nadskakują mu, tak, by mu pokazać,że bez nich nie będzie mógł żyć. A jednocześnie cały czas cierpią, bo czują się odrzucone, nieatrakcyjne.

E.B.: Czyli, aby wydostać się z tej pułapki, w pierwszej kolejności powinny zaakceptować siebie?

S.K.:Tak, to warunek konieczny, aby móc zdrowo kochać innych. Często proponuję pacjentom ćwiczenie z lustrem. Proszę, aby codziennie patrzyli na swoje odbicie z uwagą. Najpierw
przez 5 minut, potem ten czas stopniowo wydłużam,nawet do godziny. Służy to oswojeniu ich z własnym wyglądem, cielesnością, ale też i psychiką. Uczą się nie oceniać siebie, nie krytykować,tylko przyglądać się sobie, być dla siebie łagodniejszym, lepszym. Na początku niektórzy nie potrafiąpatrzeć na swoje odbicie,ale z czasem się to zmienia. W efekcie oswajają się z całą sobą i zaczynają lepiej komunikować się ze swoim wnętrzem.

E.B.: A na czym ogólnie polega terapia kochających za bardzo?

S.K.: Pracuje się z pacjentami dwutorowo. Z jednej strony, są to indywidualne rozmowy z psychologiem, które polegają przede wszystkim na przeanalizowaniu dzieciństwa i różnych sytuacji
z życia pacjenta, a następnie wyłapaniu analogii z sytuacjami z dnia dzisiejszego. Szuka się klucza, dlaczego dana osoba zachowuje się w określony sposób.Druga część leczenia skupia się na rozwoju osobowości, na pracy nad poczuciem wartości, nauce słuchania siebie, rozpoznawania własnych emocji, potrzeb,przepracowywaniu lęków i ich niwelowaniu.Cały proces zdrowienia trwa od
około pół roku do 2 lat.

E.B.: I jak wyglądają efekty?

S.K.: W wyniku terapii taka osoba staje się samodzielna i dojrzała emocjonalnie. Zna własną wartość, rozpoznaje na co dzień swoje potrzeby, wie,co jest dla niej dobre, umie postawić granice.
Zaczyna żyć bardziej swoim życiem. Odczuwa ulgę, że potrafi i może być wreszcie sobą, decydować o tym, co robi, jak wygląda itd.Na nowo patrzy też na swój związek. I tu jest różnie. Często, kiedy osoba po terapii nie widzi dobrej woli z drugiej strony, odchodzi. Nie boi się już samotności. Zresztą, dobrze jest po takim rozstaniu, w okresie zdrowienia, pobyć trochę samemu ze sobą, by przemyśleć wszystko, zdystansować się, wyciągnąć wnioski. Zwykle zaczyna interesować się już potem innymi partnerami.
Czasem bywa też tak, że kiedy ta osoba się zmienia, powoduje to pozytywną zmianę w dotychczasowym partnerze, który uczy się szacunku do niej, akceptacji. Wtedy związek odbudowuje się na zdrowych zasadach.Mam kontakt z wieloma pacjentami. Czasem piszą do mnie po kilku miesiącach, czy nawet latach i podkreślają, jak bardzo zmieniło się ich życie. I to jest tak niesamowite. Te osoby rodzą się na nowo, a często mają po 30, 40, 50 lat.

E.B.: Czy wśród kochających za bardzo przeważają kobiety?

S.K.: Tak, ale te proporcje zaczynają się zmieniać.Kiedyś było mniej więcej 90 proc. pań i 10 proc. panów, teraz – w mojej ocenie – stosunek ten wynosi 70 do 30 proc. Mężczyźni stają się dziś
coraz bardziej otwarci, zwracają większą uwagę na swoją uczuciowość, są skłonni pracować nad sobą, chociaż różnice między płciami pod tym względem widać wyraźne. Panowie kochający
za bardzo częściej uciekają w pracę,karierę, hazard, sport, alkohol… Inaczej też się z nimi pracuje, bo mniej mówią, więcej słuchają,skupiają się na działaniu i są bardziej konkretni.
Ale jak się zaangażują, to terapia daje bardzo dobre rezultaty.

 

Dodano: 13 kwietnia 2012
— Z psycholog Sylwią Krajewską z ,„Psychocentrum” rozmawia Elżbieta Bogusławska, ,„Superlinia
blog comments powered by Disqus