Ryzykowny sprawdzian

Magdalena Boniuk
fot. sxc.hu

Największym zagrożeniem i próbą dla małżeństwa  jest, według opinii publicznej, zdrada. Często już na początku związku, słyszymy „ostrzeżenie” ze strony partnera, że może nam dużo rzeczy wybaczyć, ale zdrady nie zniesie.

Takie sygnały są zupełnie zrozumiałe. Mówiąc te słowa, mamy nadzieję, że przekonamy naszego towarzysza o swojej stanowczości i konsekwencji w przestrzeganiu zasad partnerskich. Tym samym mamy też nadzieję, że zdrada będzie czymś, o czym nasz partner pomyśli w ostateczności.
Zresztą, gdybyśmy na samym początku nawiązywania relacji powiedzieli: „Wiesz, chciałbym żebyś mnie nie zdradzała, ale jeśli Ci się to zdarzy to trudno…” – brzmiałoby to jak zachęta i zielone światło do tego typu działań i sygnalizowało, że osoba deklarująca taką tolerancję wobec zdrady i przykłada wielkiej wagi do wierności i również być może oczekuje wyrozumiałości w podobnej sytuacji.
Wydaje nam się zatem, że prawdopodobieństwo bycia zdradzonym w pewnym stopniu zależy od nas. Czy tak rzeczywiście jest?
Mądrość ludowa mówi, że mężczyzna szczęśliwy w małżeństwie nie zakocha się ani nie zaangażuje w związek z inną kobietą. Podobnie kobieta nie będzie ryzykowała utraty udanego związku dla przygody z innym. Jeśli więc któreś z partnerów ma romans, powszechnie uważa się, że jest to oznaka problemów w małżeństwie.
I w wielu przypadkach tak jest. Jednak powodem uciekania się do zdrady nie zawsze musi być, zgrzyt w obecnym związku. Ludzie szukają przygód pozamałżeńskich z najróżniejszych przyczyn, i tylko niektóre z nich są powiązane z sytuacją kryzysową w swojej stałej relacji.

Układy i incydenty
Często jednak przyczyna leży zupełnie po innej stronie. Na przykład sfrustrowani seksualnie małżonkowie pragną otrzymać od kogoś to, czego brak im w małżeństwie. Zdarzają się też ludzie, którzy są wciąż niepewni swojej atrakcyjności i sprawności seksualnej, odczuwają więc przymus ciągłego „sprawdzania się w łóżku”, przez co wchodzą co raz to w nowe kontakty seksualne. Nie oznacza to, że chcą porzucić swój stały związek, najczęściej pytani o swoje małżeństwo, odpowiadają, że są bardzo zadowoleni i otrzymują z niego wszystko to, czego mogą od niego oczekiwać. Od związku pozamałżeńskiego mają natomiast zupełnie inne oczekiwania, a nie chcą zrezygnować ani z jednego ani z drugiego… Bywa, że ludzie żyją latami w takich układach i uważają się za dobrych małżonków. Nie jest to oczywiście regułą. Jeżeli jednak już tak się zdarzy, to na ogół musi być spełniony jeden warunek. Małżonek, który jest zdradzany, nigdy o tym fakcie się nie dowiaduje. Jest to oczywiście sytuacja wątpliwa z wielu względów, zwłaszcza etycznych, ale nie można udawać, że takie zdarzenia nie mają miejsca.
Co innego dzieje się w przypadku zdrady jednorazowej. Jeżeli tego typu „incydent” wyjdzie na jaw, małżeństwo ma dwie drogi wyboru. Pierwsza, choć wcale nie najbardziej prawdopodobna, to rozstanie. Niektóre osoby ze względu na wychowanie, religię lub uwarunkowania społeczne, nie potrafią pogodzić się ze zdradą i odchodzą.
Druga możliwość, to wybaczenie, zrozumienie przyczyny i naprawienie błędów poprzez skorzystanie z terapii małżeńskiej. Mimo to, że zdrada jest ogólnie potępiana przez ludzi, nie można powiedzieć, że przynosi wyłącznie zło. Czasem się zdarza, że małżeństwo dotknięte niewiernością, wręcz rozkwita. Pojawia się nowa siła i motywacja do walki o związek. Zgodnie z zasadą, że prawdziwą wartość partnera doceniasz dopiero wtedy, gdy możesz go stracić, ludzie zaczynają bardzo się starać o uratowanie swojego małżeństwa.
Zatem, idąc za słowami Arnolda Lazarusa: „Seks pozamałżeński może okazać się pomocny dla niektórych (niewielu) związków”, zdecydowanie trzeba mieć świadomość, że monogamiczne nastawienie naszego społeczeństwa sugeruje jego szkodliwość.
Autor – Magdalena Boniuk psycholog

 

Dodano: 27 stycznia 2012
— Magdalena Boniuk
blog comments powered by Disqus