Nie odbijaj krytyki jak sprężyna

Anna Maruszeczko

Anna Maruszeczko: Nie jest łatwo dobrze słuchać…

Lucyna Wieczorek: I tak, i nie. Zależy od stanu umysłu. Łatwo jest słuchać, kiedy potrafimy się zatrzymywać tu i teraz. Bardzo trudno, kiedy nasza uwaga jest uwięziona w dialogu wewnętrznym.
Trudno jest też słuchać w sytuacji konfliktu, trudno jest z uwagą usłyszeć czyjeś zarzuty, krytykę. Powiedziałabym wręcz, że to wyższa umiejętność interpersonalna i zdolność osobista, żeby krytyki nie brać do siebie, czyli nie czuć się winnym, nie odpowiadać na nią krytyką, tylko usłyszeć dokładnie to, o czym chce nas poinformować ta osoba. A najczęściej, chce nas poinformować, o tym, że coś ją bardzo boli. Niestety, mówi o tym językiem takim, jaki zna. Ten język bywa dla nas przykry w odbiorze, dlatego automatycznie odpowiadamy na tę przykrość. /…/

 

A.M.: Naprawdę opłaca się słuchać, zamiast odbijać krytykę jak sprężyna.

L.W.: Żeby poczuć siłę i magię słuchania, zachęcam do zrobienia pewnego ćwiczenia w sytuacji napięcia, konfliktu czy krytyki. Oto ono: Słyszysz zarzut czy słowa, które cię dotykają, ranią. Zacznij świadomie oddychać. Daj sobie kilka sekund na to, aby zareagować świadomie, a nie automatycznie. Postaraj się usłyszeć, o co chodzi tej osobie z jej punktu widzenia. Pomocne będzie w takiej sytuacji powtarzanie swoimi słowami tego, co usłyszeliśmy. Jeśli będziesz powtarzać bez zniekształceń, twój rozmówca będzie mówił coś w stylu: „no właśnie, tak, dokładnie…” Początkowo poziom emocji może wzrosnąć, ale w miarę słuchania, zacznie opadać. Twój partner poczuje ulgę, że został usłyszany. I to będzie moment, w którym możesz zacząć zadawać pytania o rozwiązania na przyszłość. Dopiero teraz jest moment, żeby zadać też pytanie: „Czy chciałbyś usłyszeć, jak ta sytuacja wyglądała z mojej strony?”.

A.M.: A jak mówić, żeby być słyszanym?

L.W.: Po pierwsze, wybierzmy osobę, która ma czas, chęć, a także umiejętność słuchania. Możemy o to poprosić wprost: potrzebuję porozmawiać o ważnej dla mnie sprawie, czy możesz mi poświęcić 20 minut?
Po drugie, zadajmy sobie pytanie, czego potrzebujemy od naszego słuchacza? Kiedy wiemy, czego potrzebujemy, możemy jasno o to poprosić. To ułatwi sprawę i nam, i jemu.
Podstawowe rozróżnienie jest takie: chcę empatii, kontaktu, pobycia z kimś, chcę się podzielić tym, co czuję, a więc chcę czasu i uwagi przyjaznej duszy. Tego potrzebuję, to mi pomaga; mogę też chcieć porady lub pomocy przez określone działanie, czyli chcę się wygadać, wyżalić, a potem poprosić o pomoc, o zrobienie czegoś dla mnie.

Będąc w roli słuchacza, zdecydowanie nie doceniamy wagi tej pierwszej potrzeby. Staramy się jak najszybciej przejść do konkretów, czyli do działania i zmiany.

A.M: Ponieważ to pierwsze wydaje nam się bezproduktywne: dość gadania, po co roztrząsać problem, trzeba znaleźć radę, lepiej przejść do działania. Zwłaszcza mężczyźni albo rodzice wykazują się taką gotowością do natychmiastowego szukania rad i wprowadzania zmian.

L.W: Tak, ja też się na tym łapię. Z jakiegoś powodu trudno nam być z emocjami innych osób, czy być z osobami, które przeżywają emocje, chcemy, żeby już „skończyły z tym”, żeby było normalnie.
Paradoksalnie „skończą to przeżywanie” szybciej, jeśli pozwolimy im dane uczucie wyrazić, przeżyć i przyjąć jako swoje. To jest mój smutek, żal. Jestem smutna, bo chcę… może więcej kontaktu z bliskimi, może więcej samoakceptacji, zaufania? Na tym mi zależy, to jest dla mnie teraz ważne. Teraz, od tego momentu, kiedy uświadamiam sobie, co jest dla mnie ważne, o czym mówi mój smutek, zaczyna się miejsce na szukanie rozwiązań. To jest dopiero przestrzeń dla dobrych rad.

/…/

A.M: Jak słuchać kogoś, kto nie mówi – być może dlatego, że nie potrafi – a wyraźnie chce coś powiedzieć, chce być wysłuchanym…?
Pomagać się wypowiedzieć, ciągnąć za język, zachęcać, odblokowywać?

L.W.: Pytanie, czy to jest dziecko? Wówczas, po stronie dorosłego jest więcej odpowiedzialności, także za nauczenie dziecka dzielenia się tym, co czuje. Jeśli mówimy o osobie dorosłej, to czasem pomaga szczerość, podzielnie się tym, co czujemy w relacji z tą osobą, albo tym, że kiedyś byliśmy w podobnej sytuacji, i zapewnienie o gotowości do wysłuchania, jeśli tylko ta osoba zechce.

A.M: Jak mówić, żeby być słyszanym w sytuacji, gdy chcemy zakomunikować komuś coś nieprzyjemnego, coś, co nam się nie podoba w jego zachowaniu etc.?

L.W.: Podstawowa sprawa: pamiętajmy o tym, żeby mówić o jednym fakcie, najlepiej z ostatniego czasu. Powiedzmy, dlaczego to było dla nas ważne, co nas w tym boli, czy utrudnia życie i o co prosimy na przyszłość. Każda ocena lub interpretacja tego faktu będzie budowała mur i oddalała od otrzymania tego, czego potrzebujemy.

A.M.: Powstrzymanie się od ocen i interpretacji to także jest „wyższa – jeśli nie najwyższa – umiejętność interpersonalna i zdolność osobista”. Wątpię, czy każdy może ją posiąść.

L.W: Coś podobnego pisze o tym hinduski filozof Krishnamurti. Zobaczenie rzeczy takimi, jakie są, to cel osób na ścieżce duchowego rozwoju. A w praktycznym, codziennym wymiarze opisywanie tego, co nam się zdarza językiem obserwacji będzie prowadziło do transformacji w nas i w naszych relacjach. Każdy może się tego nauczyć, choć w różnym tempie, zależnym od posiadanych nawyków i motywacji do praktyki.

A.M.: Są tacy ludzie, którzy mówią w kółko to samo. Nie da się ich słuchać….

L.W.: Wtedy warto dokładnie to powiedzieć: „Słyszę, że czwarty raz mówisz o tej sprawie, w czym mogę ci pomóc?” albo: „Trudno mi tego słuchać czwarty raz”. Oczywiście tego typu zwroty nie wchodzą w grę w sytuacji opisanej wyżej, kiedy mówiący jest przewlekle chory, opiekuje się kimś przewlekle chorym lub jest w żałobie. Wówczas mówienie w kółko tego samego jest jak najbardziej naturalne i adekwatne do emocjonalnej sytuacji tej osoby.

A.M: Czyli są granice słuchania?

L.W.: Są granice słuchania. Z jednej strony wyznacza je nasza zdolność do koncentracji uwagi poza „ja”, z drugiej nasza zdolność do „bycia emocjonalną gąbką”. Każdy człowiek ma inną, zmienną w czasie, zdolność do towarzyszenia bliskim w przeżywaniu silnych emocji.

W dwóch sytuacjach warto szczególnie dbać o granice. Pierwsza to taka, kiedy nasze słuchanie niewiele wnosi. Osoba, która mówi wkoło to samo, żyje w świecie wewnętrznego dialogu. W pewnym sensie jesteśmy przez nią używani do tego, aby potwierdziła już posiadany obraz siebie i świata.

Druga sytuacja ma miejsce, kiedy słuchamy osób w ciężkiej sytuacji życiowej. Takie osoby żyją w stałej niepewności, czasem nie widać końca ich bólu, czasem nie ma nadziei na zmianę. Wówczas granice stawiamy sobie sami – ile możemy dać tej osobie czasu i uwagi oraz jak możemy zadbać o siebie, aby nie ulec wypaleniu i w efekcie nie odciąć się od tej osoby. Im bliższa osoba, tym więcej chcemy jej dać, tym mniej granic stawiamy. Powtórzę, bardzo wskazane są wówczas grupy wsparcia i psychoterapia jako pomoc w radzeniu sobie z bieżącymi silnymi emocjami.

A.M.: Twoja definicja aktywnego słuchania?

L.W.: Aktywne słuchanie to takie, kiedy chcemy usłyszeć drugą osobę, jesteśmy ciekawi jej świata. Chcemy zobaczyć, jak dana sytuacja wygląda z jej perspektywy, z akcentem na „chcemy” i „na drugą osobę”. Jeśli nie mamy pewności, że dobrze ją rozumiemy, wystarczy zapytać. Bierzemy odpowiedzialność za to, że dobrze rozumiemy sens wypowiadanych słów.

 

 

Anna Maruszeczko, Dziennikarka, prowadzi programy telewizyjne i radiowe
Lucyna Wieczorek, Psychoterapeutka, trenerka i założycielka Dojrzewalni Róż

fragmenty artykułu: Co robić, by nie odbijać krytyki jak sprężyna – o słuchaniu i byciu słyszanym, część druga
Tekst w pełnej wersji na stronie:
http://www.dojrzewalnia.pl/magazyn/2011/09/co-robic-by-nie-odbijac-krytyki-jak-sprezyna

Dodano: 19 listopada 2011
— Anna Maruszeczko
blog comments powered by Disqus