Nie jestem wspaniały – Lubię to!

Magdalena Łabieniec
fot. sxc.hu

Pierwszym krokiem do uświadomienia sobie swej prawdziwej świetności jest rozbrojenie siebie z fałszywych wyobrażeń o własnej wspaniałości. Z kolei narcystyczna osobowość naszych czasów, czyli postawa samozachwytu wobec samego siebie, to nic innego jak nieuświadomiona nienawiść i agresja do siebie.

Wraz z pędzącym światem i my pędzimy byle dalej, byle wyżej. Chcemy zdążyć ze wszystkim: ze świetnym wykształceniem, udaną rodziną, modnym hobby, egzotycznymi wakacjami, imponującym sposobem spędzania wolnego czasu i sylwetką fit. Chcemy mieć piękne dzieci, które w wieku przedszkolnym będą znały przynajmniej angielski i miały sprecyzowane uzdolnienia, i zainteresowania rozwijane na licznych zajęciach dodatkowych. Chcemy być lubiani przez wszystkich i przez wszystkich chwaleni. Z tego wszystkiego wpadamy w samozachwyt nad sobą. Choroba ta nazywa się „jestem wspaniały”, a Christopher Lasch nazwał ją w swej książce narcystyczną osobowością naszych czasów. Cierpi na nią więcej osób, niż nam się wydaje. To znak czasów, w jakich żyjemy.

Ideał za wszelką cenę
Najbardziej wyzwalająca jest decyzja, by zaprzestać udawania, że jesteśmy tacy wspaniali. Właśnie dlatego boimy się krytyki, że trzymamy się kurczowo tego wyidealizowanego obrazu siebie, obrazu własnej wspaniałości. Dzisiejszy świat wymaga od nas wiele, dlatego przed samym sobą musimy być wspaniali, kreatywni, otwarci i oczywiście asertywni. Nasze kontakty interpersonalne powinny być na wysokim poziomie, a nasz związek powinien być partnerski. Cokolwiek to wszystko znaczy do takiego ideału należy dążyć.  A przecież – jak pisze Colin Sission w swojej książce „Wewnętrzne przebudzenie” – jakże wyzwalające byłoby powiedzieć, nawet jeśli zabrzmi to mocno: Jestem świnią, jestem samolubnym, egocentrycznym łajdakiem. Och, teraz czuję się lepiej. Inni mogą myśleć o mnie, co im się żywnie podoba, i guzik mnie obchodzą ich oceny – tak kiedyś publicznie oświadczył jeden z uczestników pewnego warsztatu.
Jednakże dzisiejszy człowiek bardzo liczy się z tym, co myślą o nim inni. Pragnie otrzymywać aprobatę zewsząd, najlepiej liczną, co świetnie obrazuje robiące karierę na Facebooku „Lubię to!”. „Gdy nas chwalą, czujemy się świetnie, gdy krytykują – okropnie. Stajemy się marionetkami w rękach innych. Większość ludzi całkowicie ulega pochwałom lub krytyce. Być może uważają, że to przecież takie ludzkie.
„Ale to nie jest ludzkie; to jest usypiające” – pisze Sission.

Jesteś atrakcyjny, bo mam dobry nastrój
Sission zauważa, że gdy ktoś uzna cię za osobę mało atrakcyjną i krytykuje cię, oznacza to, iż akurat jest w takim nastroju, że ma ochotę cię osądzać. Nie ma to nic wspólnego z tobą. Jeżeli ktoś uważa, że jesteś wspaniała, i chwali cię, znaczy to, że jest w dobrym nastroju, nic więcej. „Większość naszych interakcji z ludźmi – to gry projekcji i manipulacji, zmierzające do zmotywowania innych, by robili to, co chcemy od nich uzyskać”.
Szczere pochwały też się oczywiście zdarzają, ale rzadziej, niż sobie wyobrażamy. Ludzie są tak skoncentrowani na przetrwaniu, że większość pochwał i krytyk ma na celu ich ochronę i kryje się za tym chęć zmieniania innych dla osiągania własnych celów. Czyli, ogólnie rzecz biorąc, są one manipulacjami.

Zdradliwe krytyki i pochwały
Sission zauważa, że zawsze, gdy ulegamy wpływowi krytyki lub pochwały, jesteśmy tego nieświadomi. „Jesteśmy uwięzionymi ofiarami manipulacji i zewnętrznej kontroli. Jeśli czujemy się wspaniale tylko dlatego, że ktoś nas chwali, poczujemy się źle, gdy ktoś nas skrytykuje. Moneta ma zawsze dwie strony i, tkwiąc w dualizmie, doświadczamy obydwu – szczęścia i nieszczęścia. Jeżeli ktoś twierdzi, że jesteś doskonały w każdym calu, spodziewaj się mającego wkrótce nadejść stresu. Masz już bowiem taką reputację, że musisz jej sprostać i dołożyć starań, by ją utrzymać. Będziesz ciągle się zastanawiał: Czy ona nadal uważa, że jestem cudowny? Czy dobrze wczoraj wypadłem?”.

Tajemnicze Narcyzy
Narcystyczna osobowość naszych czasów, czyli postawa samozachwytu wobec samego siebie to nic innego jak w gruncie rzeczy nieuświadomiona nienawiść i agresja do siebie. Lasch zauważa, że na narcystyczną osobowość naszych czasów składa się np. uzależnienie od pozornego ciepła zapewnianego przez innych, a więc właśnie głód pochwał, któremu jednocześnie towarzyszy lęk przed zależnością. Jest to także poczucie wewnętrznej pustki, którą zdajemy się zagłuszać na różne modne sposoby i tłumionej silnej agresji, niezaspokojonych pragnień oralnych (nieświadome i symboliczne przeżywanie pragnienia ssania piersi matki), a także pozorny wgląd we własną psychikę, wyrachowana uwodzicielskość, nerwowe żarty na własny temat. Istnieje też związek między narcystycznym typem osobowości a pewnymi charakterystycznymi cechami współczesnej kultury, takimi jak strach przed starością (kult młodości) i śmiercią. Mamy też jak twierdzi Lasch zaburzone poczucie czasu – czyżby to były skrajności: „ze wszystkim zdążę” albo „już na nic w życiu nie starczy mi czasu”?
Charakteryzuje nas fascynacja sławą – niespotykana dotąd dostępność informacji o nas, jaką umożliwia Facebook, którą zdajemy się lubić, a także lęk przed współzawodnictwem, upadek ducha zabawy, erozja relacji między mężczyzną a kobietą.

Pokolenie w złotych klatkach
Innym częstym problemem naszych czasów jest przywiązywanie się do fałszywego obrazu siebie, opartego na zewnętrznych wartościach, takich jak sukces, zamożność, ładny wygląd, młodość, pozory udanego związku. Wtedy istnieje spore niebezpieczeństwo, że zawsze będziemy musieli się mieć na baczności, by ochronić swą pozycję wspaniałego człowieka – pisze Sission.
I choć to prawda, że każdy z nas jest faktycznie wspaniały i wyjątkowy jako osoba, to człowiek, który opiera swoje dobre mniemanie o sobie na wartościach zewnętrznych, w swym normalnym, codziennym świecie nie doświadcza swej wewnętrznej wspaniałości. Ową wewnętrzną wspaniałość – lub jak inni wolą – zdrowe poczucie własnej wartości dostajemy wraz ze zdrową miłością naszych rodziców bądź opiekunów, albo… musimy starać się o nią sami, na przykład na kozetce u psychoterapeuty.
Jeśli zdrowa samoocena jest niewykształcona, to w najlepszym przypadku możemy tylko udawać przed sobą, że jesteśmy znakomici.

Nie jestem wspaniały – Lubię to!
Pierwszym krokiem do uświadomienia sobie swej prawdziwej świetności jest rozbrojenie siebie z fałszywych wyobrażeń o własnej wspaniałości i przyznanie się do własnej słabości. Każdy, nawet dorosły człowiek potrzebuje pobyć czasem słabym i bezbronnym jak dziecko, pobyć ze swoim wewnętrznym dzieckiem, ale by to było możliwe, trzeba sobie najpierw uświadomić, że dążenie do perfekcji, do wysokich modnych standardów jest pułapką. Za nią kryje się potrzeba ciągłego udowadniania sobie i stawiania kolejnych wyśrubowanych celów, bez oglądania się na nasze wnętrze, na to, jak naprawdę traktujemy samych siebie, swój biedny organizm. I na nasze prawdziwe relacje z innymi, ze światem, z tym co nazywamy kosmosem. Na to, co nazywamy czasem duchowością. Ale to już całkiem inny temat…

Dodano: 17 marca 2012
— Magdalena Łabieniec
blog comments powered by Disqus